Trzy - lub czterogwiazdkowy hotel z podziemnym parkingiem i częścią biurową ma stanąć u zbiegu ul. Kraszewskiego z Bukowską. W projekcie: cztery piętra, ponad 100 pokoi, restauracja, na dachu przeszklona antresola z saunami i basenem. Atuty? Z jednej strony bliskość centrum i targów, z drugiej dobry dojazd na Ławicę i - co ważne przed Euro 2012 - na stadion Lecha.
Tyle że do piłkarskich mistrzostw pozostały dwa lata, a budowa hotelu jeszcze się nie rozpoczęła. I nie wiadomo, czy się rozpocznie, bo inwestor od ponad pół roku nie może dostać pozwolenia na budowę. A wszystko przez różne interpretacje planu zagospodarowania przestrzennego dla okolic Starego Zoo. Radni uchwalili go trzy lata temu. Wraz z planem pojawiła się szansa na wybudowanie hotelu. Poznańska firma Tytan zleciła architektowi przygotowanie koncepcji. I konserwator zabytków, i miejscy urzędnicy zaakceptowali ją jako "współgrającą z otoczeniem".
Wydanie pozwolenia na budowę wydawało się formalnością. Inwestor rozmawiał już z bankami o finansowaniu inwestycji i negocjował sprzedaż powierzchni biurowej. Gdyby pół roku temu ruszył z budową, jak planował, hotel byłby gotowy w 2011 r.
Jednak we wrześniu ub.r. miejscy urzędnicy odrzucili wniosek inwestora. Ich zdaniem projekt hotelu jest niezgodny z planem zagospodarowania przestrzennego. Zgodnie z nim wysokość zabudowy w rejonie Starego Zoo - w nawiązaniu do istniejących już kamienic - nie może przekraczać 18 m. A hotel - mierząc razem z antresolą na dachu - byłby o 2 m wyższy.
Robert Dakowski, radca prawny reprezentujący inwestora: - Naszym zdaniem wszystko jest zgodne z planem przestrzennym. Zmierzyliśmy kamienicę, obok której stanąć ma nasz hotel, i wyszło... 21 metrów.
Skąd ta różnica? Inwestor twierdzi, że od skrzyżowania z ul. Bukowską do tej kamienicy poziom ulicy wyraźnie spada. I tak hotel - mimo że cały zaprojektowany jest na poziomie sąsiednich kamienic - w jednym miejscu przekracza dopuszczalną wysokość, ale już w innym miejscu nie. - A ponieważ w tym planie, obok 18 m, napisano: "w nawiązaniu do sąsiedniej zabudowy", urzędnicy mogli zinterpretować sprawę na naszą korzyść - uważa Dakowski. - Tym bardziej że zgodnie z prawem wysokość zabudowy to nie to samo, co wysokość budynku mierzona w jego najwyższym punkcie.
Inwestor złożył zażalenie do wojewody. A ten uchylił decyzję urzędników miejskich, twierdząc, że nie zadali sobie trudu sprawdzenia stanu faktycznego, a uzasadnienie odmowy nie było wyczerpujące. Nakazał raz jeszcze rozpatrzyć sprawę, przypominając, że urzędnicy powinni mieć na względzie interes społeczny i interes obywateli.
Sprawa wróciła do miasta. - Decyzja zapadnie najpóźniej w ciągu miesiąca - mówi Andrzej Nowak, dyrektor wydziału urbanistyki i architektury. Nie chce jednak zdradzić, czy będzie pozytywna, czy negatywna: - To, że wysokość zabudowy ma nawiązywać do sąsiednich kamienic, nie oznacza, że ma być im równa. To nieostre sformułowanie.
- Dlaczego więc nie poszliście inwestorowi na rękę? - pytamy. - Inwestor powinien dokładnie czytać plan zagospodarowania, a nie spekulować, co on oznacza. Zresztą wojewoda nie stwierdził, że podjęliśmy złą decyzję, tylko że niezbyt wnikliwie zbadaliśmy sprawę - odpowiada Nowak.
Inwestor wstrzymał wszystkie negocjacje. Bez pozwolenia na budowę nie może bowiem rozmawiać o kredytach ani podpisać umowy z wykonawcą.
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
« powrót

BUŁGARSKA - Mieszkańcy protestują przeciw ekranom: wkrótce to będzie getto - mówią
Wkrótce to będzie getto – mówią o swoim osiedlu mieszkańcy bloków przy ul. ...
Miasto mówi "nie" dla hotelu. Bo jest za wysoki
Miejscy urzędnicy od pół roku blokują budowę hotelu przy Starym Zoo. - Widocznie Poznaniowi nie ...
Grube miliony dla Politechniki Poznańskiej. Na co?
Politechnika Poznańska - jedna z pięciu najbardziej obleganych uczelni w kraju - otrzyma w środę 87 mln ...